Polacy: do Powstania !
( To w puszczy pszczyńskiej mafia ukradła połowę ważnych głosów wyborczych Górnego Śląska )
Anshula
wtorek, 11 lutego 2014
WORLD TOURISM: Croatia
WORLD TOURISM: Croatia: Zbliża się wiosna, jedź do Croatia. Jeśli wybierasz sie samochodem, to w pierwszej kolejności zobacz Jeziora Plitvickie
Zobacz; look: www.krzychkizier.blogspot.com
Weekend - Croatia - przez krzychol
A jak przyleciałeś samolotem, to wypożycz samochód i koniecznie zalicz Jeziora Plitvickie jadąc do Rakovicy - Zaledwie kilka minut spacerem od Rakovicy znajdziesz Jeziora Plitvickie. To 16 olśniewających turkusowych jezior z licznymi wodospadami i potokami otoczone gęstymi lasami jako dość unikalne zjawisko naturalne. Zima oferuje niezapomniane przeżycia zamrożonych wodospadów i jezior i wspaniały widok wody. Spływające krystaliczną wodą wodospady trzeba zobaczyć wiosną. A lato oferuje niesamowity urok zieleni i wody. Średnia wysokośc wzniesień Jezior Plitvickich, to 600 m. Jeziora jako Park Narodowy zostały utworzone w 1949 roku, a wpisane na Listę Dziedzictwa UNESCO w 1979 roku. Narodowy Park jest otwarty przez cały rok.Och jak tu pięknie o każej porze roku...Obiecałem naszemu proboszczowi Polakowi w Swindon,a który jest moim kolegą, że na święta zagram na poniższym instrumencie w naszej polskiej parafii w kościele, który dzierżawi od Angoli. Zaprawdę powiadam wam, że przejebany jest żywot polskich księży na angielskiej emigranckiej i tułaczej ziemi.
Zobacz; look: www.krzychkizier.blogspot.com
Weekend - Croatia - przez krzychol
A jak przyleciałeś samolotem, to wypożycz samochód i koniecznie zalicz Jeziora Plitvickie jadąc do Rakovicy - Zaledwie kilka minut spacerem od Rakovicy znajdziesz Jeziora Plitvickie. To 16 olśniewających turkusowych jezior z licznymi wodospadami i potokami otoczone gęstymi lasami jako dość unikalne zjawisko naturalne. Zima oferuje niezapomniane przeżycia zamrożonych wodospadów i jezior i wspaniały widok wody. Spływające krystaliczną wodą wodospady trzeba zobaczyć wiosną. A lato oferuje niesamowity urok zieleni i wody. Średnia wysokośc wzniesień Jezior Plitvickich, to 600 m. Jeziora jako Park Narodowy zostały utworzone w 1949 roku, a wpisane na Listę Dziedzictwa UNESCO w 1979 roku. Narodowy Park jest otwarty przez cały rok.Och jak tu pięknie o każej porze roku...Obiecałem naszemu proboszczowi Polakowi w Swindon,a który jest moim kolegą, że na święta zagram na poniższym instrumencie w naszej polskiej parafii w kościele, który dzierżawi od Angoli. Zaprawdę powiadam wam, że przejebany jest żywot polskich księży na angielskiej emigranckiej i tułaczej ziemi.
Dugi otokWaterfalls, Plitvice, Croatia
photo via diane
2014: Inspiracje
2014: Inspiracje -click -
4 Pory Roku - http://bit.ly/1bdqd5F
antylopa Oryks
TYCHY
saturdays_into_sundays-_the_great_big_harbork_derby_640x360 by Krzysztof Kizierowski
4 Pory Roku - http://bit.ly/1bdqd5F
antylopa Oryks
TYCHYsaturdays_into_sundays-_the_great_big_harbork_derby_640x360 by Krzysztof Kizierowski
czwartek, 28 listopada 2013
niedziela, 19 maja 2013
Hana i córunia
W połowie trwania stanu wojennego w Polandii urodziła się nam córunia. Hana zadecydowała,że urodzi się w czeskim Cieszynie. Przed urodzinami chodziłem wkurzony, bo jak w czeskim Cieszynie, to nie będzie polką tylko czeszką ! Ja chciałem jej dać na imię Zosia , a Hana, że będzie Helenka. I masz babo placek ? Tak czułem, a więc została Helenka urodzona w czeskim mieście Ostrava , bo tam w klinice Hana miała znajomego lekarza. I całe szczęście, bo poród miała ciężki i skomplikowany. Po 12-to godzinnym rodzeniu trzeba było wykonać cesarskie cięcie...
Helenka w sadzie u dziadków pod Ostravą
Gdy miała 2,5 roku zobaczyła po raz pierwszy morze...
To było Morze Bałtyckie w Ustroniu Morskim. Z campingu do morza było tylko 150 metrów...ustronie morskie kempingihttp://www.noclegi-ustroniemorskie.pl/
W połowie lipca braliśmy miesiąc urlopu i pakując się do auta Hany, czyli zielonej Skody - 1000MB, z pieśnią na ustach: Morze nasze morze - biliśmy do Ustronia Morskiego ! Skoda wypełniona była po brzegi towarem z Czech, bo w Polsce racjonowano wszystko na kartki za które kupiliśmy trochę landrynek i papierosy. W Polandii lady sklepowe były puste i cały naród śpiewał kultową piosenkę: Za czym kolejka ta stoi...czyli Psalm dla stojących w kolejce... Po drodze rutynowo zjeżdżaliśmy do Częstochowy, w podzięce Matce Boskiej Częstochowskiej za udane narodziny córuni i jej świetlaną przyszłość
Wyjeżdżaliśmy na samą Jasną Górę na tyły klasztoru na parkingi, zostawialiśmy auto i poszliśmy do domu Pielgrzyma zarezerwować nocleg. Tam na Jasnej Górze spędzaliśmy dzień aż do modlitwy na Anioł Pański. Po wieczornym nabożeństwie poszliśmy na zasłużony odpoczynek do domu Pielgrzyma, który znajduje się po lewej, czyli wschodniej stronie Jasnej Góry. Helenka spała już na moich ramionach. Po przyjściu okazało się, że wszystkie pokoje pomimo naszej rezerwacji są dokumentnie zajęte. Pozostał więc na nocleg korytarz częściowo zajęty już przez śpiących pielgrzymów. Znaleźliśmy kawałek wolnej podłogi przy końcowym oknie korytarza. Hana wzięła śpiącą córeczkę do rąk , a ja biegiem poleciałem do auta po dmuchane materace. Przyniosłem, nadmuchałem i zasnęliśmy przy otwartym oknie jak susły w biały dzień. Pobudkę wcześnie rano zarządziła Helenka doniosłym płaczem na cały dom Pielgrzyma.Dostała naturalnego cycunia i się uspokoiła, a my zjedliśmy po pajdzie chleba ze smalcem, przepijając herbatą z bidonu i wyruszyliśmy słynną autostradą gierkowską w kierunku Warszawy. Jazda odbywała się bez przeszkód. Dzisiaj, to non stop stanie w korkach na tej trasie. A dawniej było pusto.Po drodze w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego wyprzedziliśmy cztery fiaty - tzw. maluchy - Fiat126p, bo tylko takie jeździły wtedy po polskich drogach. Jechaliśmy do Warszawy, ale tuż przed Piotrkowem Trybunalskim zmieniliśmy trasę. Ja chciałem jechać na Poznań, bo krócej nad morze, ale Hana się uparła, że chce zobaczyć Toruń - miasto Kopernika i pierników.Bałem się, że będziemy mieć problemy z przejazdem przez Łódź, ale obyło się bez problemów, pewnie dlatego, że przejeżdżaliśmy w samo południe.W godzinach popołudniowych byliśmy już w Łęczycy, tuż obok królewskiego zamku. Początki Łęczycy sięgają prawdopodobnie VI wieku, kiedy gród był ośrodkiem plemienia Łęczan. W państwie polskim Łęczyca pełniła rolę stolicy prowincji i była siedzibą kasztelani.Wiek XII i XIV to dla Łęczycy najazd Tatarów, Litwinów, okres walki o władzę w podzielonym państwie, wreszcie najazd Krzyżaków w roku 1331.W roku 1352 Kazimierz Wielki podźwignął miasto. Na Nowym Mieście wybudował zamek, otoczył je murami, wzniesiono klasztor Dominikanów, ratusz i prawdopodobnie kościół famy. Zniszczył to wszystko kolejny pożar.
Władysław Jagiełło w roku 1400 odnowił dokument lokacyjny na prawie niemieckim. Za panowania Jagiełły na łęczyckim zamku miały miejsce ważne dla państwa wydarzenia.W XVII wieku rozwija się rzemiosło i handel. Łęczyca jest jednym z ośrodków, gdzie odbywała się wymiana handlowa z zagranicznymi kupcami.To jeden z najstarszych zamków królewskich w PolscePo zaparkowani samochodu na parkingu tuż obok wieży wyruszyliśmy w miasto na obiad. Poradzono nam abyśmy poszli do Restauracji Królewskiej - jak na czas stanu wojennego byliśmy zaskoczeni potrawami:żurek staropolski, grzyby kurki, brokuły, pstrąg z migdałami i ziarnem białego sezamu. A pstrąg był tak smaczny, że Helence trzeba było dokupić porcję, bo rybę tak pałaszowała, że niebieskie oczęta świeciły jej jak gwiazdki na szmaragdowym niebie. Wyciągnąłem z plecaka aparat fotograficzny i pstryknąłem zdjęcie. To zdjęcie powiększone do formatu A0 jest najważniejszym portretem wiszącym na głównej ścianie salonu. Dla czytających, a nie znających się na grafice portretu, przypominam, że obraz takiego formatu ma wymiary dokładnie 841 x 1189 mm. Został oprawiony w piękne złote instruktowane ramy wykonane we Wrześni i będzie wisiał tak długo jak długo istnieje ten dom ( rodzinny dom ).
środa, 26 grudnia 2012
Święta wojennego stanu
. Ale przygotowania do nich rozpoczęliśmy tuż po rozpoczęciu stanu wojennego jaki ogłosił Jaruzelski o północy w dniu 13 grudnia 1981 roku. Ponieważ stan przydzielonych kartek żywnościowych na grudzień w tym mięsa z kością, cukierków i papierosów był bardzo mizerny, tatuńcio postanowił zdobyć na święta świnię. Dostać świnie w okolicy nie było szans. Wszystkie świnie u okolicznych baorów były już na święta sprzedane albo zarezerwowane. Trzeba więc było szukać świni poza granicami Górnego Śląska u kopalnianych ryli z Gór albo z Galicji. Świnie z gór nie są tłuste, bo górale karmią je głównie odpadami i resztkami nie zjedzonego codziennego pożywienia. Natomiast galicyjskie pożerają tylko ziemniaki. To nie wiem nad czym tatuńcio się zastanawia ? Nad świnią która je odpady, czy świnią utuczoną na prawdziwych polskich kartoflach ? Niech was również nie dziwi podział ludzi przez Ślązaków po za granicami Górnego Śląska. Górale, to przecież Galicja. Ale na Śląsku taki ceper co jest z gór to jest góralem, a z poza gór gorolem. Jest więc pomiędzy nimi na Śląsku zasadnicza różnica. Świnie u Górali były tańsze od tych świń od Goroli, ale jak taką przewieziesz, jak co większe skrzyżowanie to stoi tankietka z przedstawicielami armii wojska polskiego lub ZOMO. Przewóz świni z gór był więc nie możliwy! Wojsko niewątpliwie świnie by zabrało i zeżarło, a ZOMO zabrało, żeżarło i jeszcze całą rodzinę internowało! Tatuńcio do pracy na grube, czyli kopalnie chodził na nocną zmianę i po pierwszej nocce po stanie wojennym przyszedł do domu nie pocieszony. Przyszedł z wiadomością, że ponieważ kopalnia strajkuje, to dozór zostanie skoszarowany. Masz ci babo placek, to nici ze świni na świąteczny stół. Mamuńcia w tajemnicy przed tatuńciem opowiedziała nam, że strajk na Leninie, czyli kopalni Wesoła ZOMO rozgoniło pałami w ciągu kilku minut. Bili tak ostro, że krew sikała po ścianach cechowni. Spałowali nawet figurę św.BARBARY stojącej na cechowni, czyli działali w amoku. Dwa dni po pobiciu w wielu kopalniach górników przez ZOMO tatuńcio przyniósł do domu najgorszą wiadomość. Na kopalni Wujek padły strzały i zginęli ludzie.W telewizji i radio wojennym oczywiście była cisza. Wolna Europa natomiast wszystko nadawała w szczegółach. Dwa dni później tatuńcio dowiedział się, że 16 grudnia około godz. 9.00 na teren kopalni przybył dyrektor Maciej Zaremba, zastępca szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego płk Piotr Gębka z płk. Czesławem Piekarskim i wiceprezydentem Katowic, Jerzym Cyranem. Kiedy próbowali zabrać głos, górnicy zaczynali śpiewać hymn. O godz. 9.30 z dyrekcji przekazano górnikom polecenie, aby teren kopalni opuściły wszystkie kobiety. Pół godziny później siły pacyfikacyjne zaczęły zajmować wyznaczone pozycje. Odcięto kopalnię od miasta i o godz. 11.00 rozpoczęto akcję "oczyszczania przedpola", czyli rozpędzenia tłumu zgromadzonego przed bramą.
Do głównego uderzenia przeznaczono: 5 kompanii ZOMO, 2 kompanie ORMO, 1 kompanię NOMO, 7 armatek wodnych, a ponadto 3 kompanie po 10 bojowych wozów piechoty i 1 kompanię czołgów. Dodatkowo do dyspozycji dowódcy zostawiono pluton specjalny ZOMO. Do dzisiaj nie wiadomo, kto wydał rozkaz strzelania do górników, ale na pewno ktoś odgórnie. Zginęło ich trzynastu w bezpośredniej potyczce ( feralna 13- tka ). Górnicy w celach obronnych posiadali zwykłe narzędzia pracy. Napastnicy posiadali broń, którą użyli do zabijania niewinnych ludzi ! Tylko kto wydał rozkaz użycia broni - oto jest pytanie? Niewątpliwie do nich należą generałowie Wojennego Stanu: gen. Jaruzelski, gen.Kiszczak,gen. Siwicki, gen Gruba, gen Piotrowski.
Choinka Stanu Wojennego też była wyjątkowa, bo wykonana w plenerze...PS - W poniedzialek 19.III.2013 odbył się pogrzeb najbliższego towarzysza broni gen. Jaruzela - gen. Siwickiego przy udziale asysty wojskowej MON - Dowodztwa Garnizonu Warszawa - cześć jego niechlubnej pamięci ! Jaruzel - twórca wojennego stanu też odszedł odprawiony mszą żałobną i wszystkimi wojskowymi honorami Polandii ! Ciekawe, gdzie podział Ordery Lenina ( 2szt ) ?choinki wojennego stanuNajważniejsze było jednak to, że świnia na święta była, a raczej wyroby z niej. Chociaż z dotransportowaniem szynki na święta były problemy. Tatuńcio przed samymi świętami pracował na grubie czyli kopalni na II zmianę i kiedy powracał z roboty było już po 22.00, czyli w czasie, kiedy nie wolno było przebywac po za domem (stan wojenny). Kiedy wychodził z kopalnianego autobusu na docelowym przystanku, nagle zza zakrętu podjechała pod autobus Nysa ZOMO pod sam autobus, wyskoczyło z niej czterech mundurowców i rozpoczęli sprawdzanie wszystkich pasażerów autobusu ...cdn...
środa, 10 października 2012
Hana
polski i czeski Cieszyn - Kiedy przyjechaliśmy ponownie do Cieszyna - to cały Trabant, tym razem bez siostrzyczek, zapakowany był kwiatuszkami, czyli poincesją
Zapakowaliśmy tych kwiatuszków chyba ok 150. Z tych 150 ok 100 sprzeda tatuńcio na targowisku w polskim Cieszynie, a ok 50 muszę przenieść przez most Przyjaźni do czeskiego Cieszyna. Takie były przymiarki. Założyliśmy również z góry, że ja będę z CSSR, czyli czeskiego Cieszyna nosił wódkę i cukier. Podjechaliśmy trampkiem na parking obok Zamkowego Wzgórza - wyjąłem dziesięć poincesji w kolorze biel i róża i poszedłem na most na Olzie, czyli na przejście graniczne. Tym razem miałem na strażnicy polskiej dużo szczęścia. Za biurkiem urzędowała znajoma mi celniczka - Cycata. Cześć, mówi do mnie - widzę, że znów niesiesz dla rodzinki kwiatuszki. A niosę odpowiedziałem. To dwa zostaw na parapecie, różowy i biały. Ok - odpowiedziałem. Jak będziesz wracał, to dostaniesz kasę. Ale Pani kapitan zwróciłem się do sierżantowej - podrożały, na ile spytała - no na 25 złociszy - odpowiedziałem - dobra, dostaniesz 45 bo 5 złotych muszę mieć na fajki - ok - odpowiedziałem i nucąc piosenkę Czerwony jak Cegła poszedłem z ośmioma kwiatuszkami na most. A leniwcom, którzy nie czytali wstecznych postów na blogu przypominam, że wczoraj ukończyłem 18 lat i mogę jako pełnoletni przenosić wódkę przez granice, czyli most Przyjaźni na Olzie w Cieszynie. Pośrodku mostu przystanąłem aby zobaczyć wartkie koryto Olzy. Wały ochronne koryta rzeki lśniły się białym odcieniem szronu, co wyraźnie wskazywało na przyjście zimy, zresztą do kalendarzowej pozostało tylko 7 dni i będziemy uroczyście w rodzinie obchodzić święta. Kawałki lodu, jak lusterka odbijające się w słońcu lśniły jak gwiazdki czyniąc wokół atmosferę świąt. Środkiem pod prąd płynęły kaczki parami, dodając kolorystyki otoczeniu...Mieszczczuchom, którzy nie znają się na powyżej załączonej gadzinie, przypominam, że w kolorystyce istnieje zasadnicza różnica pomiędzy kaczką a kaczorem, co widać na załączonych obrazkach. No więc, który jest kaczor, a która kaczka?
Mamuńcia prosiła mnie abym kupił w czeskim Cieszynie jakieś ozdoby na choinkę. Hana chyba mnie zaprowadzi do takiego sklepu. Po chwilowym przeglądzie przyrody z mostu ruszyłem ponownie chodnikiem na moście, zbliżając się do strażnicy czechosłowackich służb celniczych. Kiedy otworzyłem drzwi trzymając w lewej ręce torby z moimi 8 kwiatuszkami, zaskoczony zostałem dokumentnie obecnością na posterunku celniczym Chudej Szczapy, która powitała mnie ostentacyjnie przeraźliwym krzykiem - Ahoj Krzysio ! Na moment zesztywniałem z wrażenia. Pewnie Hana jej powiedziała, że będę kwiatuszki przemycał do czeskiego Cieszyna ! Podszedłem do jej biurka, wyciągnęła rękę na powitanie, a ja szarmancko, jak tylko Polak potrafi cmoknąłem jej prawą dłoń. Zachichotała z wrażenia, bo Czesi raczej klepią się po ramionach. Wbiła pierwszą pieczątkę w świeżutkim paszporcie i rozpromieniony ze szczęścia, po wykonaniu kilku kroków znalazłem się w czeskim Cieszynie z ośmioma kwiatuszkami zapakowanymi w dwóch plastikowych torbach. Swoje kroki ulicą Przyjaźni skierowałem na rynek nucąc znany mi najnowszy przebój tego roku - Locomotion. Wchodząc na czeski rynek z daleka zobaczyłem zamknięty stragan Hany. To ładne kwiatki popatrzyłem w kwiatki, to gdzie ja je teraz sprzedam ? Gdy podszedłem bliżej do straganu okazało się, że wewnątrz straganu, za przymarzniętymi szybami porusza się jakaś postać. To na pewno ona. Zapukałem w przymarzniętą szybę, a ona natychmiast znalazła się w drzwiach wejściowych i z euforią skoczyła w moje ramiona obcałowując moje policzki, tak,że z wrażenia kwiatki wyleciały mi z rąk uderzając w podłogę straganu. Ahoj Krzysio - krzyknęła z wrażenia i osiem kwiatków postawiła na ladzie. Śliczne są i nie spodziewałam się, że z nimi przejdziesz przez granicę przenosząc tyle sztuk. Miałem wielkie szczęście - odpowiedziałem. A to z powodu znajomych celniczek, polskiej, którą zwałem Cycatą i twoją kuzynkę zwaną Chudą szczapą, która była dzisiaj w wyjątkowo dobrym nastroju i przepuściła mi dziś przez granice wszystkie kwiatki, a mogła je zarekwirować chociażby dlatego, że mogła znaleźć wyraźne powody, żeby je nie puścić od czeskiego Cieszyna. Ja jej powiedziałam wczoraj, że gdy zjawi się na przejściu taki wysoki blondynek z kwiatuszkami z Polski o imieniu Krzysio, to kwiatuszki przeznaczone są na mój stragan. Ach, to dlatego była dla mnie taka uprzejma, bo zwykle to do Czech nie wpuszcza nic, a mnie puściła i to z ośmioma kwiatuszkami. To w następnej kolejności w wędrówce mrówki przez most na Olzie zabiorę co najmniej 20 sztuk. Słuchaj Krzysio, na razie dostaniesz 500 koron, a jak shandluje kwiatki, to dostaniesz resztę. Okey odpowiedziałem i z koronami poszedłem do Billi. Zakupiłem na święta trzy beherovki, trzy kilo cukru i trzy paczki Marlboro. Idąc przez park usiadłem na ławeczce,zapaliłem papierosa i zacząłem myśleć o zbliżających się świętach. Właściwie, to oprócz choinki, wszystko już mamy - cukier wódka i papierosy. Tylko przenieść przez granicę, a z tym przy takiej obstawie celników problemów żadnych chyba nie będzie. Zapaliłem drugiego papierosa i zreflektowałem się, że dla Hany nie mam nic. Coś jej w polskim Cieszynie muszę kupić, ale co ?. Już wiem, chyba róże - wiązankę biało-czerwonych róż ( white and red )Siedząc na ławce pod starym dębem i wdychając łakomie w płuca dym tytoniowej zarazy Marlboro, nagle przypomniałem sobie, że przez granicę mogę przenosić tylko 1 litr wódki, czyli dwie beherovki, a ja mam trzy. Co teraz zrobić ? Najlepiej jedną butelkę byłoby skonsumować, ale nie pójdę przez granicę napierdolony, bo mnie zwiną do Izby Wytrzeźwień i mamuśka cukru na świąteczne wypieki nie zobaczy ! Cóż to by były za święta bez słodkiego sernika lub mazurka ? Wpadłem jednak na dobry pomysł. Ponieważ siedziałem w parku na ławce po rozłożystym dębem z wieloma dziurami, czyli dziuplami wytoczonymi ze starości powyżej pnia jak dziury w żółtym serze , to do jednej z nich schowam jedną beherovkę - będzie wódkowy zapas jak trzeba. Wyciągnąłem starą gazetę z kosza na śmieci stojącego tuż przy ławce. Rozłożyłem jej szpalty stron na ławce i patrzę a to świeży egzemplarz Rude Pravo ( to taka czeska Trybuna Ludu ). Ostatnie dwie strony opisywały przebieg rozruchów w Pradze w 1968 roku - wytargałem je więc z gazety, złożyłem w kostkę, jak chusteczkę i wsadziłem do tylnej kieszeni polskich sztruksów o nazwie Szarik, to takie polskie Wranglery do niczego nie przypominające amerykańskich - będzie czytanie na święta - a resztą gazety owinąłem beherovkę i posadowiłem w środkową dziuplę dębu. Zapaliłem następnego papierosa i zacząłem zastanawiać się dlaczego Jaruzelski wydał rozkaz wtargnięcia do Pragi w 68 roku? To przez ten most przez który teraz przenoszę cukier i wódkę szły polskie wozy pancerne na Czechosłowację.Są tylko dwie możliwości - Albo Ruski kazali mu wysłać wojska polskie na Czechosłowację, lub bał się Ruskich i sam po uzgodnieniu z I sekretarzem PZPR posłali część Ludowej Armii Wojska Polskiego na Pragę. To zwykła napaść na Czechosłowację! Jedno jest pewne - za ten haniebny czyn agresji na Czechosłowację, rok później został odznaczony najwyższym orderem u Ruskich - Orderem Lenina! Ale o tym nikt po dziś dzień nie mówi! O tym potem - jak przeczytam w święta artykuł. Wstałem z mojej ukochanej parkowej ławeczki i poszedłem na Most Przyjaźni na Olzie w Cieszynie. Kuzynka Hany,Chuda Szczapa przepuściła mnie przez czeski celny posterunek, machając ręką, bez pokazywania paszportu i przeglądu przenoszonego bagażu - Pomyślałem sobie - dziś jest mój dzień na granicznym przejściu .Przechodząc przez most na Olzie, przystanąłem w połowie trasy, wyciągnąłem z plecaka połowę bagietki zakupionej w Billi i zacząłem karmić kaczki pływające po rwącym nurcie rzeki w rejonie granicy. To dokarmianie jest dla nich dobroczynne na przeżycie zimy, ale tak przyzwyczajają się do ludzi, że dzikiego ptactwa stają się kaczkami domowymi.Kaczory nabierają cudownych kolorów. Dochodząc do polskiego posterunku celnego już z daleka przywitała mnie Cycata wypłacając pieniądze za kwiatki i z prośbą abym załatwił koleżance dwa kwiatki. Ale za 50 złotych odpowiedziałem. OK - odpowiedziała Cycata. Popatrzyłem na jej cycki. To rzeczywiście chyba najpiękniejsze cyce Cieszyna i Zaolzia, a może i Górnego Śląska.Niejeden Polak albo Czech chciałby się takimi pobawic...cdn...polski i czeski Cieszyn - Kiedy przyjechaliśmy ponownie do Cieszyna - to cały Trabant, tym razem bez siostrzyczek, zapakowany był kwiatuszkami, czyli poincesją
To przeboje z tamtych lat....
http://www.familo.com/r/krzychkizier
Subskrybuj:
Posty (Atom)































