czwartek, 28 listopada 2013

Idą Święta


Boże Narodzenie
Uwielbiam choinki w plenerze
To moja choinka w Diamonds Park in Swindon

A po świętach...
World Music | Promote Your Page Too

niedziela, 19 maja 2013

Hana i córunia



W połowie trwania stanu wojennego w Polandii urodziła się nam córunia. Hana zadecydowała,że urodzi się w czeskim Cieszynie. Przed urodzinami chodziłem wkurzony, bo jak w czeskim Cieszynie, to nie będzie polką tylko czeszką ! Ja chciałem jej dać na imię Zosia , a Hana, że będzie Helenka. I masz babo placek ? Tak czułem, a więc została Helenka urodzona w czeskim mieście Ostrava , bo tam w klinice Hana miała znajomego lekarza. I całe szczęście, bo poród miała ciężki i skomplikowany. Po 12-to godzinnym rodzeniu trzeba było wykonać cesarskie cięcie...
Helenka w sadzie u dziadków pod Ostravą
Gdy miała 2,5 roku zobaczyła po raz pierwszy morze...To było Morze Bałtyckie w Ustroniu Morskim. Z campingu do morza było tylko 150 metrów...ustronie morskie kempingi
http://www.noclegi-ustroniemorskie.pl/
W połowie lipca braliśmy miesiąc urlopu i pakując się do auta Hany, czyli zielonej Skody - 1000MB, z pieśnią na ustach: Morze nasze morze - biliśmy do Ustronia Morskiego ! Skoda wypełniona była po brzegi towarem z Czech, bo w Polsce racjonowano wszystko na kartki za które kupiliśmy trochę landrynek i papierosy. W Polandii lady sklepowe były puste i cały naród śpiewał kultową piosenkę: Za czym kolejka ta stoi...czyli Psalm dla stojących w kolejce... Po drodze rutynowo zjeżdżaliśmy do Częstochowy, w podzięce Matce Boskiej Częstochowskiej za udane narodziny córuni i jej świetlaną przyszłość Wyjeżdżaliśmy na samą Jasną Górę na tyły klasztoru na parkingi, zostawialiśmy auto i poszliśmy do domu Pielgrzyma zarezerwować nocleg. Tam na Jasnej Górze spędzaliśmy dzień aż do modlitwy na Anioł Pański. Po wieczornym nabożeństwie poszliśmy na zasłużony odpoczynek do domu Pielgrzyma, który znajduje się po lewej, czyli wschodniej stronie Jasnej Góry. Helenka spała już na moich ramionach. Po przyjściu okazało się, że wszystkie pokoje pomimo naszej rezerwacji są dokumentnie zajęte. Pozostał więc na nocleg korytarz częściowo zajęty już przez śpiących pielgrzymów. Znaleźliśmy kawałek wolnej podłogi przy końcowym oknie korytarza. Hana wzięła śpiącą córeczkę do rąk , a ja biegiem poleciałem do auta po dmuchane materace. Przyniosłem, nadmuchałem i zasnęliśmy przy otwartym oknie jak susły w biały dzień. Pobudkę wcześnie rano zarządziła Helenka doniosłym płaczem na cały dom Pielgrzyma.Dostała naturalnego cycunia i się uspokoiła, a my zjedliśmy po pajdzie chleba ze smalcem, przepijając herbatą z bidonu i wyruszyliśmy słynną autostradą gierkowską w kierunku Warszawy. Jazda odbywała się bez przeszkód. Dzisiaj, to non stop stanie w korkach na tej trasie. A dawniej było pusto.Po drodze w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego wyprzedziliśmy cztery fiaty - tzw. maluchy - Fiat126p, bo tylko takie jeździły wtedy po polskich drogach. Jechaliśmy do Warszawy, ale tuż przed Piotrkowem Trybunalskim zmieniliśmy trasę. Ja chciałem jechać na Poznań, bo krócej nad morze, ale Hana się uparła, że chce zobaczyć Toruń - miasto Kopernika i pierników.Bałem się, że będziemy mieć problemy z przejazdem przez Łódź, ale obyło się bez problemów, pewnie dlatego, że przejeżdżaliśmy w samo południe.W godzinach popołudniowych byliśmy już w Łęczycy, tuż obok królewskiego zamku. Początki Łęczycy sięgają prawdopodobnie VI wieku, kiedy gród był ośrodkiem plemienia Łęczan. W państwie polskim Łęczyca pełniła rolę stolicy prowincji i była siedzibą kasztelani.Wiek XII i XIV to dla Łęczycy najazd Tatarów, Litwinów, okres walki o władzę w podzielonym państwie, wreszcie najazd Krzyżaków w roku 1331.W roku 1352 Kazimierz Wielki podźwignął miasto. Na Nowym Mieście wybudował zamek, otoczył je murami, wzniesiono klasztor Dominikanów, ratusz i prawdopodobnie kościół famy. Zniszczył to wszystko kolejny pożar. Władysław Jagiełło w roku 1400 odnowił dokument lokacyjny na prawie niemieckim. Za panowania Jagiełły na łęczyckim zamku miały miejsce ważne dla państwa wydarzenia.W XVII wieku rozwija się rzemiosło i handel. Łęczyca jest jednym z ośrodków, gdzie odbywała się wymiana handlowa z zagranicznymi kupcami.
To jeden z najstarszych zamków królewskich w Polsce
Po zaparkowani samochodu na parkingu tuż obok wieży wyruszyliśmy w miasto na obiad. Poradzono nam abyśmy poszli do Restauracji Królewskiej - jak na czas stanu wojennego byliśmy zaskoczeni potrawami:żurek staropolski, grzyby kurki, brokuły, pstrąg z migdałami i ziarnem białego sezamu. A pstrąg był tak smaczny, że Helence trzeba było dokupić porcję, bo rybę tak pałaszowała, że niebieskie oczęta świeciły jej jak gwiazdki na szmaragdowym niebie. Wyciągnąłem z plecaka aparat fotograficzny i pstryknąłem zdjęcie. To zdjęcie powiększone do formatu A0 jest najważniejszym portretem wiszącym na głównej ścianie salonu. Dla czytających, a nie znających się na grafice portretu, przypominam, że obraz takiego formatu ma wymiary dokładnie 841 x 1189 mm. Został oprawiony w piękne złote instruktowane ramy wykonane we Wrześni i będzie wisiał tak długo jak długo istnieje ten dom ( rodzinny dom ).

środa, 26 grudnia 2012

Święta wojennego stanu

. Ale przygotowania do nich rozpoczęliśmy tuż po rozpoczęciu stanu wojennego jaki ogłosił Jaruzelski o północy w dniu 13 grudnia 1981 roku. Ponieważ stan przydzielonych kartek żywnościowych na grudzień w tym mięsa z kością, cukierków i papierosów był bardzo mizerny, tatuńcio postanowił zdobyć na święta świnię. Dostać świnie w okolicy nie było szans. Wszystkie świnie u okolicznych baorów były już na święta sprzedane albo zarezerwowane. Trzeba więc było szukać świni poza granicami Górnego Śląska u kopalnianych ryli z Gór albo z Galicji. Świnie z gór nie są tłuste, bo górale karmią je głównie odpadami i resztkami nie zjedzonego codziennego pożywienia. Natomiast galicyjskie pożerają tylko ziemniaki. To nie wiem nad czym tatuńcio się zastanawia ? Nad świnią która je odpady, czy świnią utuczoną na prawdziwych polskich kartoflach ? Niech was również nie dziwi podział ludzi przez Ślązaków po za granicami Górnego Śląska. Górale, to przecież Galicja. Ale na Śląsku taki ceper co jest z gór to jest góralem, a z poza gór gorolem. Jest więc pomiędzy nimi na Śląsku zasadnicza różnica. Świnie u Górali były tańsze od tych świń od Goroli, ale jak taką przewieziesz, jak co większe skrzyżowanie to stoi tankietka z przedstawicielami armii wojska polskiego lub ZOMO. Przewóz świni z gór był więc nie możliwy! Wojsko niewątpliwie świnie by zabrało i zeżarło, a ZOMO zabrało, żeżarło i jeszcze całą rodzinę internowało! Tatuńcio do pracy na grube, czyli kopalnie chodził na nocną zmianę i po pierwszej nocce po stanie wojennym przyszedł do domu nie pocieszony. Przyszedł z wiadomością, że ponieważ kopalnia strajkuje, to dozór zostanie skoszarowany. Masz ci babo placek, to nici ze świni na świąteczny stół. Mamuńcia w tajemnicy przed tatuńciem opowiedziała nam, że strajk na Leninie, czyli kopalni Wesoła ZOMO rozgoniło pałami w ciągu kilku minut. Bili tak ostro, że krew sikała po ścianach cechowni. Spałowali nawet figurę św.BARBARY stojącej na cechowni, czyli działali w amoku. Dwa dni po pobiciu w wielu kopalniach górników przez ZOMO tatuńcio przyniósł do domu najgorszą wiadomość. Na kopalni Wujek padły strzały i zginęli ludzie.W telewizji i radio wojennym oczywiście była cisza. Wolna Europa natomiast wszystko nadawała w szczegółach. Dwa dni później tatuńcio dowiedział się, że 16 grudnia około godz. 9.00 na teren kopalni przybył dyrektor Maciej Zaremba, zastępca szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego płk Piotr Gębka z płk. Czesławem Piekarskim i wiceprezydentem Katowic, Jerzym Cyranem. Kiedy próbowali zabrać głos, górnicy zaczynali śpiewać hymn. O godz. 9.30 z dyrekcji przekazano górnikom polecenie, aby teren kopalni opuściły wszystkie kobiety. Pół godziny później siły pacyfikacyjne zaczęły zajmować wyznaczone pozycje. Odcięto kopalnię od miasta i o godz. 11.00 rozpoczęto akcję "oczyszczania przedpola", czyli rozpędzenia tłumu zgromadzonego przed bramą. Do głównego uderzenia przeznaczono: 5 kompanii ZOMO, 2 kompanie ORMO, 1 kompanię NOMO, 7 armatek wodnych, a ponadto 3 kompanie po 10 bojowych wozów piechoty i 1 kompanię czołgów. Dodatkowo do dyspozycji dowódcy zostawiono pluton specjalny ZOMO. Do dzisiaj nie wiadomo, kto wydał rozkaz strzelania do górników, ale na pewno ktoś odgórnie. Zginęło ich trzynastu w bezpośredniej potyczce ( feralna 13- tka ). Górnicy w celach obronnych posiadali zwykłe narzędzia pracy. Napastnicy posiadali broń, którą użyli do zabijania niewinnych ludzi ! Tylko kto wydał rozkaz użycia broni - oto jest pytanie? Niewątpliwie do nich należą generałowie Wojennego Stanu: gen. Jaruzelski, gen.Kiszczak,gen. Siwicki, gen Gruba, gen Piotrowski. Choinka Stanu Wojennego też była wyjątkowa, bo wykonana w plenerze...PS - W poniedzialek 19.III.2013 odbył się pogrzeb najbliższego towarzysza broni gen. Jaruzela - gen. Siwickiego przy udziale asysty wojskowej MON - Dowodztwa Garnizonu Warszawa - cześć jego niechlubnej pamięci ! Jaruzel - twórca wojennego stanu też odszedł odprawiony mszą żałobną i wszystkimi wojskowymi honorami Polandii ! Ciekawe, gdzie podział Ordery Lenina ( 2szt ) ?
choinki wojennego stanu
Najważniejsze było jednak to, że świnia na święta była, a raczej wyroby z niej. Chociaż z dotransportowaniem szynki na święta były problemy. Tatuńcio przed samymi świętami pracował na grubie czyli kopalni na II zmianę i kiedy powracał z roboty było już po 22.00, czyli w czasie, kiedy nie wolno było przebywac po za domem (stan wojenny). Kiedy wychodził z kopalnianego autobusu na docelowym przystanku, nagle zza zakrętu podjechała pod autobus Nysa ZOMO pod sam autobus, wyskoczyło z niej czterech mundurowców i rozpoczęli sprawdzanie wszystkich pasażerów autobusu ...cdn...

środa, 10 października 2012

Jontek i Hana


Hana
polski i czeski Cieszyn
- Kiedy przyjechaliśmy ponownie do Cieszyna - to cały Trabant, tym razem bez siostrzyczek, zapakowany był kwiatuszkami, czyli poincesją
Zapakowaliśmy tych kwiatuszków chyba ok 150. Z tych 150 ok 100 sprzeda tatuńcio na targowisku w polskim Cieszynie, a ok 50 muszę przenieść przez most Przyjaźni do czeskiego Cieszyna. Takie były przymiarki. Założyliśmy również z góry, że ja będę z CSSR, czyli czeskiego Cieszyna nosił wódkę i cukier. Podjechaliśmy trampkiem na parking obok Zamkowego Wzgórza - wyjąłem dziesięć poincesji w kolorze biel i róża i poszedłem na most na Olzie, czyli na przejście graniczne. Tym razem miałem na strażnicy polskiej dużo szczęścia. Za biurkiem urzędowała znajoma mi celniczka - Cycata. Cześć, mówi do mnie - widzę, że znów niesiesz dla rodzinki kwiatuszki. A niosę odpowiedziałem. To dwa zostaw na parapecie, różowy i biały. Ok - odpowiedziałem. Jak będziesz wracał, to dostaniesz kasę. Ale Pani kapitan zwróciłem się do sierżantowej - podrożały, na ile spytała - no na 25 złociszy - odpowiedziałem - dobra, dostaniesz 45 bo 5 złotych muszę mieć na fajki - ok - odpowiedziałem i nucąc piosenkę Czerwony jak Cegła poszedłem z ośmioma kwiatuszkami na most. A leniwcom, którzy nie czytali wstecznych postów na blogu przypominam, że wczoraj ukończyłem 18 lat i mogę jako pełnoletni przenosić wódkę przez granice, czyli most Przyjaźni na Olzie w Cieszynie. Pośrodku mostu przystanąłem aby zobaczyć wartkie koryto Olzy. Wały ochronne koryta rzeki lśniły się białym odcieniem szronu, co wyraźnie wskazywało na przyjście zimy, zresztą do kalendarzowej pozostało tylko 7 dni i będziemy uroczyście w rodzinie obchodzić święta. Kawałki lodu, jak lusterka odbijające się w słońcu lśniły jak gwiazdki czyniąc wokół atmosferę świąt. Środkiem pod prąd płynęły kaczki parami, dodając kolorystyki otoczeniu...
Mieszczczuchom, którzy nie znają się na powyżej załączonej gadzinie, przypominam, że w kolorystyce istnieje zasadnicza różnica pomiędzy kaczką a kaczorem, co widać na załączonych obrazkach. No więc, który jest kaczor, a która kaczka?
Mamuńcia prosiła mnie abym kupił w czeskim Cieszynie jakieś ozdoby na choinkę. Hana chyba mnie zaprowadzi do takiego sklepu. Po chwilowym przeglądzie przyrody z mostu ruszyłem ponownie chodnikiem na moście, zbliżając się do strażnicy czechosłowackich służb celniczych. Kiedy otworzyłem drzwi trzymając w lewej ręce torby z moimi 8 kwiatuszkami, zaskoczony zostałem dokumentnie obecnością na posterunku celniczym Chudej Szczapy, która powitała mnie ostentacyjnie przeraźliwym krzykiem - Ahoj Krzysio ! Na moment zesztywniałem z wrażenia. Pewnie Hana jej powiedziała, że będę kwiatuszki przemycał do czeskiego Cieszyna ! Podszedłem do jej biurka, wyciągnęła rękę na powitanie, a ja szarmancko, jak tylko Polak potrafi cmoknąłem jej prawą dłoń. Zachichotała z wrażenia, bo Czesi raczej klepią się po ramionach. Wbiła pierwszą pieczątkę w świeżutkim paszporcie i rozpromieniony ze szczęścia, po wykonaniu kilku kroków znalazłem się w czeskim Cieszynie z ośmioma kwiatuszkami zapakowanymi w dwóch plastikowych torbach. Swoje kroki ulicą Przyjaźni skierowałem na rynek nucąc znany mi najnowszy przebój tego roku - Locomotion. Wchodząc na czeski rynek z daleka zobaczyłem zamknięty stragan Hany. To ładne kwiatki popatrzyłem w kwiatki, to gdzie ja je teraz sprzedam ? Gdy podszedłem bliżej do straganu okazało się, że wewnątrz straganu, za przymarzniętymi szybami porusza się jakaś postać. To na pewno ona. Zapukałem w przymarzniętą szybę, a ona natychmiast znalazła się w drzwiach wejściowych i z euforią skoczyła w moje ramiona obcałowując moje policzki, tak,że z wrażenia kwiatki wyleciały mi z rąk uderzając w podłogę straganu. Ahoj Krzysio - krzyknęła z wrażenia i osiem kwiatków postawiła na ladzie. Śliczne są i nie spodziewałam się, że z nimi przejdziesz przez granicę przenosząc tyle sztuk. Miałem wielkie szczęście - odpowiedziałem. A to z powodu znajomych celniczek, polskiej, którą zwałem Cycatą i twoją kuzynkę zwaną Chudą szczapą, która była dzisiaj w wyjątkowo dobrym nastroju i przepuściła mi dziś przez granice wszystkie kwiatki, a mogła je zarekwirować chociażby dlatego, że mogła znaleźć wyraźne powody, żeby je nie puścić od czeskiego Cieszyna. Ja jej powiedziałam wczoraj, że gdy zjawi się na przejściu taki wysoki blondynek z kwiatuszkami z Polski o imieniu Krzysio, to kwiatuszki przeznaczone są na mój stragan. Ach, to dlatego była dla mnie taka uprzejma, bo zwykle to do Czech nie wpuszcza nic, a mnie puściła i to z ośmioma kwiatuszkami. To w następnej kolejności w wędrówce mrówki przez most na Olzie zabiorę co najmniej 20 sztuk. Słuchaj Krzysio, na razie dostaniesz 500 koron, a jak shandluje kwiatki, to dostaniesz resztę. Okey odpowiedziałem i z koronami poszedłem do Billi. Zakupiłem na święta trzy beherovki, trzy kilo cukru i trzy paczki Marlboro. Idąc przez park usiadłem na ławeczce,zapaliłem papierosa i zacząłem myśleć o zbliżających się świętach. Właściwie, to oprócz choinki, wszystko już mamy - cukier wódka i papierosy. Tylko przenieść przez granicę, a z tym przy takiej obstawie celników problemów żadnych chyba nie będzie. Zapaliłem drugiego papierosa i zreflektowałem się, że dla Hany nie mam nic. Coś jej w polskim Cieszynie muszę kupić, ale co ?. Już wiem, chyba róże - wiązankę biało-czerwonych róż ( white and red )
Siedząc na ławce pod starym dębem i wdychając łakomie w płuca dym tytoniowej zarazy Marlboro, nagle przypomniałem sobie, że przez granicę mogę przenosić tylko 1 litr wódki, czyli dwie beherovki, a ja mam trzy. Co teraz zrobić ? Najlepiej jedną butelkę byłoby skonsumować, ale nie pójdę przez granicę napierdolony, bo mnie zwiną do Izby Wytrzeźwień i mamuśka cukru na świąteczne wypieki nie zobaczy ! Cóż to by były za święta bez słodkiego sernika lub mazurka ? Wpadłem jednak na dobry pomysł. Ponieważ siedziałem w parku na ławce po rozłożystym dębem z wieloma dziurami, czyli dziuplami wytoczonymi ze starości powyżej pnia jak dziury w żółtym serze , to do jednej z nich schowam jedną beherovkę - będzie wódkowy zapas jak trzeba. Wyciągnąłem starą gazetę z kosza na śmieci stojącego tuż przy ławce. Rozłożyłem jej szpalty stron na ławce i patrzę a to świeży egzemplarz Rude Pravo ( to taka czeska Trybuna Ludu ). Ostatnie dwie strony opisywały przebieg rozruchów w Pradze w 1968 roku - wytargałem je więc z gazety, złożyłem w kostkę, jak chusteczkę i wsadziłem do tylnej kieszeni polskich sztruksów o nazwie Szarik, to takie polskie Wranglery do niczego nie przypominające amerykańskich - będzie czytanie na święta - a resztą gazety owinąłem beherovkę i posadowiłem w środkową dziuplę dębu. Zapaliłem następnego papierosa i zacząłem zastanawiać się dlaczego Jaruzelski wydał rozkaz wtargnięcia do Pragi w 68 roku? To przez ten most przez który teraz przenoszę cukier i wódkę szły polskie wozy pancerne na Czechosłowację.Są tylko dwie możliwości - Albo Ruski kazali mu wysłać wojska polskie na Czechosłowację, lub bał się Ruskich i sam po uzgodnieniu z I sekretarzem PZPR posłali część Ludowej Armii Wojska Polskiego na Pragę. To zwykła napaść na Czechosłowację! Jedno jest pewne - za ten haniebny czyn agresji na Czechosłowację, rok później został odznaczony najwyższym orderem u Ruskich - Orderem Lenina! Ale o tym nikt po dziś dzień nie mówi! O tym potem - jak przeczytam w święta artykuł. Wstałem z mojej ukochanej parkowej ławeczki i poszedłem na Most Przyjaźni na Olzie w Cieszynie. Kuzynka Hany,Chuda Szczapa przepuściła mnie przez czeski celny posterunek, machając ręką, bez pokazywania paszportu i przeglądu przenoszonego bagażu - Pomyślałem sobie - dziś jest mój dzień na granicznym przejściu .Przechodząc przez most na Olzie, przystanąłem w połowie trasy, wyciągnąłem z plecaka połowę bagietki zakupionej w Billi i zacząłem karmić kaczki pływające po rwącym nurcie rzeki w rejonie granicy. To dokarmianie jest dla nich dobroczynne na przeżycie zimy, ale tak przyzwyczajają się do ludzi, że dzikiego ptactwa stają się kaczkami domowymi.Kaczory nabierają cudownych kolorów. Dochodząc do polskiego posterunku celnego już z daleka przywitała mnie Cycata wypłacając pieniądze za kwiatki i z prośbą abym załatwił koleżance dwa kwiatki. Ale za 50 złotych odpowiedziałem. OK - odpowiedziała Cycata. Popatrzyłem na jej cycki. To rzeczywiście chyba najpiękniejsze cyce Cieszyna i Zaolzia, a może i Górnego Śląska.Niejeden Polak albo Czech chciałby się takimi pobawic...cdn...
Choinka na naszym wzgórzu do przystrojenia
Najpiękniejsze są żywe drzewka...

To przeboje z tamtych lat....FunPhotoBox.comHANA na świetlnym ekranie w czasie nocnego koncertu Karela Gota na rynku jeszcze czechosłowackiego CieszynaNajlepszy internetowy Polski Sklep
http://www.familo.com/r/krzychkizier

piątek, 5 października 2012

Jontek w Anglii

Przybyłem do Angli w 2005 roku, dlatego UK już trochę znam...Przyjechałem do Anglii prawie 9 lat temu, od początku uznałem ten kraj za śmierdzący, nic tu nie było tak jak powinno (no bo kto w normalnym kraju spotyka policjantów bez broni, albo samochody jeżdżące lewa stroną drogi?). Zacząłem poszukiwania pracy, które pokazały mi w jakim zjebanym kraju przyszło mi przebywać (znaleźć prace w jeden dzień? Też mi coś, a gdzie radość szukania?). Minęła druga doba mojego pobytu a tu już do pracy (też mi wakacje). Zły na cały świat jak tylko polak zły być potrafi, poszedłem z niechęcią do nowej pracy. Po rozmowie z managerem dowiedziałem się że mam pracować jako sprzedawca (coś tam jarzyłem po angielsku) i... tyle, żadnego innego zajęcia, żadnego sprzątania, żadnych wyzwisk... Nie,no przepraszam bardzo gdzie są związki zawodowe w tym kraju?! Nie byłem nauczony do nic nie robienia w pracy (to przyszło z czasem), no i te zarobki 1200 zł tygodniowo,czyli 200 funtów. W Polsce to dużo pieniędzy ale na Anglię to trochę mało. Pierwszy tydzień był dla mnie męką, nie mogłem znaleźć nic znajomego, wszystko było takie wstrętnie obce a na dodatek wszystko wyglądało tak SAMO!!!
Nie wiem czy byłeś/łaś kiedykolwiek w Londynie ale wyobraź sobie ulice zbudowaną z takich samych domów, no masz - powyżej !!! To pomnóż to sobie razy 1000 a nawet nie! 1 000 000 razy. Tu wszystko jest takie samo. Nawet ludzie wyglądają na klonów (zwłaszcza kolorowi). Odnalezienie czegokolwiek tu to jest cud i to zarówno Boski jak i Człowieka Czynu. Jednak po pewnym czasie zaczęło do mnie dochodzić czy może dorosłem do pewnego odkrycia... Mianowicie to nie Anglia jest chorym państwem, lecz Polska, Kraj który kochałem, Kraj moich ojców i to mnie dobiło. Zrozumiałem że można pracować jak człowiek, za ludzkie pieniądze, bez upokarzania. Że Policja wcale nie musi nosić broni, że pieniądze można inwestować, można się bawić. Ale dlaczego nie w Polsce? Ostatnio nawet szacowne BBC w programie Top Gear pokazało Polaków jako jełopów, którzy nic nie kumają i nadają się tylko do kopania rowów. Zastanawiam się właśnie czy oby nie burzymy się bez sensu...Oczywiście oświecona część Polonii czuje się dotknięta tym, że media w UK pokazują nas jako pożeraczy łabędzi czy ludzi którzy łowią ryby i je zjadają - w przeciwieństwie do Brytyjczyków, którzy je wpuszczają z powrotem do parkowych stawów. Najgorsze jest jednak dla polskich emigrantów wędkowiczów to, że Angole nie znają karpia, polskiej prawdziwej ryby ! Zapytam więc szczerze: ile procentowo jest w UK "oświeconych", czyli kumatych Polaków, a ile jest rasowych jełopów, którzy psują wizerunek Polaka ? Obstawiam, że jełopy stanowią znakomitą większość. Widać ich wszędzie: w metrze, w autobusach, na przystankach. Znam setki Polaków, którzy nie przyznają się w metrze do bycia Polakami, bo jest im wstyd za polskich współtowarzyszy podróży, którzy zachowaniem/zapachem/darciem ryja/ waleniem browaru w czasie podróży "ciężko" pracują na taki nasz wizerunek, który potem powielają media w UK.Nie dziwmy się więc, że pokazują nas jako buraków. Ciężko pracujących, ale buraków. I ostatnie pytanie: czy ty czytelniku nigdy nie zrobiłeś czegoś głupiego, co mogło mieć wpływ na postrzeganie Polaków przez Brytyjczyków? Wystarczy np rzucony pod nogi papieros na przystanku. Jak zrobi to Angol, to dla innych Angoli nie będzie to problemem. Jak zrobi to Polak, to oczywiście zaraz będzie, że Polacy przyjechali i śmiecą buraki. Jak się puści Angielka, to jest wyluzowana. Jak się puszcza Polka,to Angole gadają, że przyjechała na funciaki ze Wschodu i zaraża ich syfem...momentalnie zostaje okrzyknięta tanią dziwką z Europy Wschodniej. Kumacie ten mechanizm? On funkcjonuje wszędzie na świecie! Nagonka prasowa na Polaków trwa - mówią jedni. Żadnej kampanii niechęci nie ma - twierdzą drudzy. No więc, jak to jest? Czy prasa brytyjska rzeczywiście na cel wzięła sobie przybyszy znad Wisły ? Pierwszy problem powstaje wtedy, kiedy spróbujemy dookreślić pytanie - o jaką prasę chodzi konkretnie ? Jeśliby wziąć gazety poważne, których czytelnicy to przeważnie klasa średnia, to obraz raczej był i jest pozytywny. Jeśli jednak traktować tabloidy jako oddające w rzeczywistości opinię publiczną, to, owszem, można odnieść wrażenie narastającej fali niechęci. Ale - i tutaj mamy drugi problem - należy zadać pytanie, czy chodzi o Polaków, jako Polaków, czy raczej jako reprezentujących szersze zjawiska społeczne, z którymi część Brytyjczyków sobie nie radzi. Niski poziom dziennikarstwa (jedna z gazet wsławiła się umieszczeniem mapy Europy Środkowej, gdzie na miejscu Niemiec było napisane: „Polska”) i generalny prymitywizm argumentacji wielu z nich wskazuje na to, że tak naprawdę debata o imigracji, jaka toczy się w Wielkiej Brytanii, nie jest wcale debatą o imigracji, ale raczej rozmową różnych klas społecznych na temat zmian, jakie spotkały społeczeństwo brytyjskie w ostatnich dekadach.
Jak powszechnie wiadomo do Anglii zjechała się masa polskich buraków. Wraz z nimi przyjechały ich pociechy.Niektórzy już tutaj popłodzili małe buraczki. Zaprawdę powiadam wam, że przejebane jest być małym Polakiem w Anglii.
-Taki dzieciak, który urodził się w Anglii mówi po polsku, ale tylko w domu. W szkole i na ulicy nie przyznaje się, że jest Polakiem, bo bycie Polakiem, to obciach wśród młodzieży.Jest więc dwujęzyczny(w domu uczy języka angielskiego swoich rodziców).
-Żadna szanująca się brytyjska nastolatka nie umówi się z Polakiem, ponieważ żadna nie chce się wiązać z przyszłym budowlańcem. Tak myślą i mówią młode brytyjskie pizdy.
-Dzieciak przyjechał do Anglii do rodziców, którzy od 4 lat zapierdalają na budowie i na szmacie i w końcu udało im się odłożyć na przeniesienie się z pokoju 6-osobowego do 2-osobowego apartamentu (pokoju wynajmowanego od Cygana w chujowej dzielnicy).
-Dzieciak bez znajomości języka angielskiego startuje do angielskiej szkoły. Z miejsca dostaje wpierdol od rówieśników za brak komunikacji, polski ryj i wieśniackie ubranie. Regularnie jest gnębiony przez kilka lat z racji swojego pochodzenia. Biali przodują w prześmiewaniu małego Polaczka wytykając mu że jego matka sprząta w lokalnym pubie, gdzie ich rodzice upijają się co weekend. Młode asfalty i ciapki wyładowują swe wkurwienie na Polaczku, bo rodzice mówią im, że jebani Polacy zabierają im należne benefity - zapomogi).Według ostatnich danych bezdomnych polaków na Wyspach Brytyjskich wciąż przybywa. Śpią gdzie tylko mogą – na ulicy, w squatach, ośrodkach socjalnych. Jak podaje portal wp.pl, powołując się na wypowiedź Ewy Sadowskiej, prezes londyńskiej fundacji "Barka" wspomagającej tych, którym w życiu nie wyszło, władze miasta nie chcą dłużej wspierać bezdomnych imigrantów. Prym wśród nich wiodą niestety Polacy, dopiero za nimi plasują się Rumuni i Litwini.
ThermaCuts
Dziś wylatuje do Polski - Na grzyby, bo podobno jeszcze tyle borowików co jest teraz, to w Polandii nie było. Trzeba jednak uważac, żeby nie zjeśc fałszywke. Pewien cygan z Polski przyniósł pełen koszyk grzybów niby borowików, a okazało się po śmiertelnym zatruciu całej cygańskiej rodziny, że zeżarli nie prawdziwki, tylko szatany. Ja już kiedyś zeżarłem takiego szatana i wylądowałem w szpitalu, o krok od śmierci. Tylko dzięki Ewie, lekarce ze szkolnych lat ocalałem. Ale ona spierdoliła do USA po przewrocie w 1989 roku i dziś jest amerykanką. Posiada rancho w Colorado a ja kawałek strychu w UK. Całe szczęście, bo jest takie przysłowie polskie, grzybiaste... Lepszy rydz, niż nic...no to 100 metrów kwadratowych strychu, to chyba też majątek ! Z tego co wiem, bo mam z Ewą kontakt na mailu, to takie rancho jest tak kosztowne w USA, że zapierdala na jego utrzymanie w robocie od świtu do nocy nawet w niedziele, jak w markecie! A ja robie najwyżej 1 dzień w tygodniu i żyje ! Mówią, że job to uszlachetnia ludzi, co wcale nie jest prawdą. Im więcej masz, to stajesz się coraz bardziej pazerny, a Colorado, to możesz nawet w 3D pooglądac w google+ ( jej rancho też ) To na chuj się męczyc ? Lepiej na strychu leżec i oglądac przez lufciki: niebo, sun, moon i star's, a nie martwic się o przecieki w oknach i drzwiach swojego pałacu. W ostatnią sobotę przed wyjazdem strzygłem trawę Madonnie na jej castle, bo ona ma pałac niedaleko mojego strychu - 3 mile na zachód - Napierdoliłem się równo, ale warto było. Podeszła do mnie i pyta się skąd jestem ? A ja jej mówię, że z Polski. Byłam tam z koncertem w zeszłym roku. Ja wiem, że Pani była i opierdoliła Polandię z 1 miliona funtów. Skąd ty to wiesz pyta mnie. No jak to skąd ? Z polskich gazet, opierdoliła Pani ministerstwo Sportu, czyli królestwo Muchy równo jak gówno ! Gdzie pan mieszka spytała - odpowiedziałem jej, że na strychu 5 kilometrów stąd. Popatrzyła na mnie jak na świra i poszła w kierunku swojego pięknego castle wokół którego ciąłem równiutko green grass w kwadratową szachownice. Nie wszyscy ludzie naszej planety potrafią tak pięknie ciąc nie tylko grass, ale również inne rzeczy. Ciąłem tą trawę na jej castle przez cały tydzień od świtu do nocy. Śniadanie jadałem w domu, a na obiad zapraszany byłem do pałacu, a raczej tylko kuchni, bo na pałac był wstęp surowo zabroniony. Pewnie Madonna obawiała się, że może byc opierdolona ze swoich kosztowności. Naprawdę byłoby co obrobic, począwszy od właścicielki Castle, a kończąc na jej kosztownościach. Kuchara była również śliczniasta, bo w kolorze czekolady. Pewnie z Haiti, albo z Goa. Już przy pierwszym obiedzie zacząłem się do niej uśmiechac i opowiadac różne kawały, oczywiście polskie, tłumacząc łamaną angielszczyznę. Ten pierwszy ją tak rozbawił, że ze śmiechu zaczęły jej kapac z oczu łzy, chyba radości. A powiedziałem tak: Woman comes to the doctor, and the doctor asks what are you: the cook, said ! Troche chyba przesadziłem i zaraz dodałem, że po godzinie przyszła druga baba do lekarza, a lekarz ponownie pyta, co Pani jest ? Krawcowa - odpowiedziała! Rozbawiłem jej tymi dwoma krótkimi kawałami do łez. To dobrze, bo pewnie będe jadał obiadki z repetą. Wyciągnęła z pięknego dębowego kredensu, jakie widuje się tylko w Anglii u bardzo bogatych ludzi jeszcze piękniejszy głęboki talerz i nalała zupy. Nozdrza zaczęły mi natychmiast w przyśpieszonym tempie reagowac nad unoszącą sie wonią tego, co było treścią talerza. Zapach i smak tej zupy był tak fascynujący, że coś takiego żarłem po raz pierwszy w życiu. Za moment stało się coś niesamowitego. Po włożeniu pierwszej łyżki strawy do ust, szczęki jamy ustnej dosłownie mi zadrżały i zesztywniały. Poczułem w ustach ciepło Afryki zmieszane z najlepszymi przyprawami Indii. Tego nie da się w żaden sposób opisac, to trzeba osobiście zasmakowac. Ona patrzyła mi prosto w oczy, bo pewnie spodziewała się z mojej strony pewnego zaskoczenia, a ja z drętwą szczęką , która nie mogła przeżuc zasobu potrawy z inkrustowanego talerza, pewnie z Miśni i zesztywniałem. Zaczęła się śmiac. Jej grymas pięknych ust i czarnych olbrzymich oczu spowodował zapaśc do tego stopnia, że z otwartą gębą i głupkowatym wyrazem twarzy rzeczywiście musiałem bardzo komicznie, bo śmiała się do rozpuku.Ten uśmiech, mówię wam, był niesamowicie czarujący. Znała się na rzeczy i widząc, że mogę się zakrztusić i zjeśc w kuchni w Castel Madonny z tego świata, zaczęła mnie uderzac po tylnej części karku. Po kilku sekundach wszystko doszło do normy, żuchwa zaczęła normalną pracę. Ona skierowała do mnie z uśmiechem jeden głupi angielski wyraz: good ?Odpowiedziałem do niej - no good - very good ! I zacząłem się delektowac zupą z przepięknego porcelanowego talerza, pewnie kupionego za fortunę na którejś z brytyjskich wytwornych giełd licytacyjnych, których w Anglii jest do zatrzęsienia. Po zjedzeniu połowy zawartości talerza zadałem jej pytanie - skąd jesteś ? A ona - zgadnij ! No chyba nie z Wietnamu, chociaż miała upięty do pasa warkocz typowo wietnamski. No pewnie, że nie - odpowiedziała. To jak nie Wietnam, to pewnie Sri Lanka,bo skórę mlecznej czekolady posiadała. Też nie ! Na Egipcjankę, też mi nie wyglądała, bo Egipcjanki mają z reguły niebieskie oczy, a Ona miała black eyes. To strzeliłem pierwszy lepszy afrykański kraj. To może Algierką jesteś ? A skąd - odpowiedziała. Nie zastanawiając się tym razem wykrztusiłem Pewnie India ? Yes, ale nie do końca. Jak nie do końca ? Bo ja jestem nie hinduską, tylko woman is Goa. Uprzytomniłem sobie po kobietach z mojego katolickiego kościoła do którego chodziłem, że to rzeczywiście jest przedstawicielką Goa, bo tam na niedzielnej popołudniowej angielskiej mszy, połowa zapełnionego kościoła, to przedstawiciele obu płci wywodzące się z wysp Goa. A ty, po co przyjechałeś tu z Polski, jak jesteście w Europie? Zadała mi bardzo ciężkie pytanie, na które trudno mi było odpowiedziec. Nie powiem jej przecież, że przyjechałem za chlebem, czy kasą. Po nie długim namyśle znów strzeliłem - Przyjechałem studiowac ! No wiesz, przecież nie jesteś nastolatek ? Ale w Polsce to studiują na uniwersytecie III wieku i też jest. A co to jest Uniwersytet III-go wieku? Tego to już za wiele...Co ja teraz odpowiem ? W końcu zacząłem bredzić...Wiesz Uniwersytet III-go wieku, to taka wyższa uczelnia na której uczą tańca, hula-hop albo obsługi urządzeń w internecie. To uniwersytet tańca, to jeszcze rozumiem ? Ale wyższa szkoła hula-hop, to nie bardzo? No wyższa uczelnia dance, albo hula-hop, to taka wyższa uczelnia III-go wieku na której uczą tańczyc tańca klasycznego, a jak nie, to idziesz w market, kupujesz za 10 funciaków hula-hop i zapisujesz się do sekcji uczenia wymachiwania biodrami i tyłkiem w rytm melodii, przeważnie disco-polo i kupionego kółka - odpowiedziałem. Nie pojmowała, to jak ja teraz zatuszuje tematykę wyższej uczelni III-go wieku? Na szczęście zadzwonił dzwonek i Madonna zarządziła przyjęcie obiadowe, a ja jej powiedziałem, że na drugie danie,to przyjdę za godzinę. Poszedłem strzyc trawę z myślą, jakby ją ściągnąc na mój ukochany strych. Zadanie nie łatwe, ale próba warta świeczki. Cięcie green grass zupełnie mi nie szło pod wpływem zauroczenia tą kobietą. Co chwile spoglądałem na zegarek, kiedy wreszcie nadejdzie ta godzina, gdy zbaczę ją ponownie w kuchni przy spożywaniu obiadowego drugiego dania. Kiedy nadszedł czas, to rzuciłem spalinową kosiarkę do strzyżenia trawy w krzaki i pobiegłem do kuchennych apartamentów znajdujących się w tylnej części castel. Po wejściu do kuchennej jadalni zesztywniałem z wrażenia. Przy wielkim hebanowym stole siedziała piękna hinduska kobieta ubrana w sari. Warkocza już nie miała, tylko pięknie rozczesane włosy, prawie do pasa. Proszę siadac studencie, rzekła do mnie. Zmieszałem się i zacząłem myślec o tym aby tylko nie wspominała już o uniwersytecie III - go wieku. Pociągnęła jednak tym razem temat kucharski i spytała mnie jaki jest mój najlepszy kulinarny przysmak. Nie powiem, że jajecznica, bo się wyśmieje. Odpowiedziałem, że bardzo lubię zajęczy pasztet, oczywiście kłamiąc, bo z reguły to w domu jadałem pasztety królicze z pomordowanych królików z pobliskich krzaków, parków i zagajników. A zresztą, czy to jest różnica pomiędzy pasztetem z zająca, a dzikiego królika, chyba nie. Obiecała, że na koniec tygodnia zrobi mi taki pasztet pod warunkiem, że jej przyniosę zająca. Zatkało mnie dokumentnie, skąd ja jej wykombinuje w tak krótkim czasie zająca ? Szaraka przecież nie ustrzelę z procy ? Całe szczęście, że mam kumpla Anglika - Williama, który posiada flinte, to może uda nam się jakiegoś zająca w szczerych polach za Castlem upolowac ?Jest jeszcze jedna możliwość. Zamordowac dzikiego królika, obciąc uszy i obrac ze sierści, to chyba nie pozna, że to nie jest zając ? Muszę poczytać w domu anatomię, aby stwierdzic różnicę między tymi ssakami. Wstała, wypijając łyk kawy i swoje kroki skierowała do kuchennego holu. Za kilka minut przyniosła mi drugie danie. To już było żarcie typowo angielskie - składające się z pieczonej golonki, opiekanych ziemniaków i sałaty warzywnej. Przyniosła to na półmisku, chyba chińskim oryginale z wygrawerowanymi po obwodzie sześcioma złotymi smokami. Był tak piękny, że przyglądałem sie na to cudo z kilka minut, z wrażenia , bez konsumpcji. Takie cacko, to może posiadać tylko Madonna. Usiadła ponownie przy arystokratycznym hebanowym stole naprzeciwko mnie, tym razem wpatrując się w sufit. Zacząłem się jej znów przyglądac i stwierdziłem po raz wtóry, że jest naprawdę śliczna, a dodatkowo czarne sari z wyhaftowanym kwiatem lotosu na piersiach tworzyło nie zapomniany obraz: pretty woman, czyli pięknej kobiety!. Chyba ją namaluje w takiej pozie, może z uniesionymi rękoma w górę, aby podkreślic dodatkowo jej piękne ramiona i dlugie palce u rąk. Ale mogę zrobic to tylko u siebie w moim malarskim strychu. Jak ściągnąc ją na strych. Oto jest pytanie? Jutro z Williamem idziemy na polowanie - Szaraki wokół castle Madonny niech drżą. No i po robocie poszliśmy za castle na szerokie łany łąk, które przecinały wzdłuż i wszerz krzaki, czyli bush. Po dojściu do pierwszego rzędu zarośli z krzaków wyleciało na łąki kilkanaście królików i dwa zające. William wyciągnął flintę i jednego z nich ustrzelił. Pobiegliśmy razem do niego aby ewentualnie go dobic. Okazało się, że strzał był tak precyzyjnie wykonany iż szarak dostał nabój prosto w serce. Utracił więc życie natychmiast na miejscu postrzału. Złapałem go za uszy i wsadziłem do plastikowego worka. Poklepałem przyjacielsko Williama po ramieniu i obecałem, że w podzięce za zdobycznego zająca postawię w weekend whisky, i to nie tylko jedną. Kiedy w drodze powrotnej idąc wzdłuż krzaków, wyskoczył z nich zabłąkany królik, wyciągnąłem proce z kieszeni, założyłem za gumy mojej broni nabój z kawałka gwoździa i strzeliłem prosto w łeb. William jak to zobaczył, to oniemiał z wrażenia.Z czego ty strzelałeś pyta ? Z procy odpowiedziałem. Królik dostał nabojem z gwoździa w sam środek mózgownicy i padł na miejscu. Zapakowałem go do drugiej plastikowej torby i poszliśmy z green fields castle w kierunku miasta. Po drodze wstąpiliśmy do Arms House na piwo i oblalismy piwem belgijskim upolowanego szaraka i królika ...cdn...

niedziela, 26 sierpnia 2012

A ja lubię...

Krzysztof Kizierowski | Utwórz swoją wizytówkę
wszystkie cztery pory roku, bo każda z nich: wiosna, lato, jesień, zima, przypomina mi,
...Ciebie...- Krzysio jest w Cieszynie: white and red rose yes? Yes ! Dostawała ten bukiet biało - czerwonych róż przay każdorazowym spotkaniu w czeskim Cieszynie, na rynku. Gdy przebywałem w NY, czyli USA prawie 6 lat, to przylatywałem samolotem do Warszawy, wypożyczałem auto na lotnisku i gierkowską autostradą jechałem do czeskiego Zaolzia, czyli czeskiego Cieszyna. Za komuny dojeżdżałem do parkingu przy Moście Wolności, tam zostawiałem auto, przechodziłem przez most i swoje kroki kierowałem do dworca kolejowego. Po drodze wpadałem na rynek, aby zobaczyć, co tam się zmieniło i powspominać stare piękne czasy... Dziś rynek czeskiego Cieszyna zmienił się nie do poznania...Wszystkie kamienice wokół rynku są pięknie odnowione, a były kiedyś zniszczone, brudne i brzydkie. Wygląd zewnętrzny rynku jest po prostu nie do poznania. Poszedłem w miejsce gdzie stał kiedyś drewniany bootik Hany. Przystanąłem na chodniku i zacząłem odmawiać pacierz w Jej intencji...Zdrowaś Mario Pan z Tobą...I wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie...i poszedłem usiąść na ławeczkę obok fontanny znajdującej się w samym środku rynku. Ta fontanna powstała po wyzwoleni Czechosłowacji spod ruskiego jarzma. Był piękny słoneczny dzień - sobota 22 lipca. Ach gdyby Hana żyła na pewno spędzilibyśmy całe popołudnie na tej ławeczce przy fontannieHana uwielbiała przesiadywać przy fontannie w moim mieścieBardzo lubiała tyskie piwo. A wtedy było jeszcze piwo lane do kufli z dębowych beczek. Ko to dziś pamięta piwo dębowe lane z dębowej beczki ? To był smak prawdziwego piwa ! Obecnie produkcje warzenia piwa przyspieszają chemią i piwo stało się zwyczajną trucizną podobnie jak żywność w marketach. Przy naszej fontannie na placu Baczyńskiego znajdowało się kino Andromeda - chodziliśmy tam w okresie naszego letniego urlopu, przeważnie od połowy lipca do połowy sierpnia na nocne filmowe seanse. Przez cały okres urlopu chodziliśmy sobie codziennie wieczorami na pyszne piwo i nocne seanse filmowe. To był lipiec z filami Hitchcocka i na Hanie niesamowite wrażenie zrobił jego film "Ptaki" Nie wiadomo, czy szczęściem czy pechem "Ptaków" był fakt, że premiera przypadła na sam środek zimnowojennych napięć. Od razu bowiem w filmie zaczęto się dopatrywać odzwierciedlenia układu politycznego świata i dostrzegać w nim głęboko zakorzeniony strach przed uwięzieniem oraz zewnętrzną siłą, ze strony której nadchodzi atak. "Ptaki" stały się nagle poręczną metaforą miażdżącego wyniku wojny, ze Stanami Zjednoczonymi (tu symbolizowanymi przez Bodega Bay) jako przestrzenią zupełnie niezdolną do odbicia wrogiej napaści. Film Hitchcocka oddał także zimnowojenną nieświadomość możliwości przeciwnika – żadna ze stron konfliktu nie wiedziała, co druga kryje w laboratoriach i jaką bronią może zaatakować. Hana była przerażona po wyjściu z kina. Analiza „Ptaków" sugerowała, że Hitchcockowi zależało na krytyce systemu kapitalistycznego. Melanie chodzi bowiem przez cały film w seledynowym kostiumie. Kostiumie w kolorze pieniędzy. Jest rozpuszczona i pyszna, symbolizuje chciwość i samozadowolenie, a na dodatek jest córką medialnego magnata i nie musi pracować. No i ona pierwsza zostaje przez ptaka dziobnięta, co posłużyło do zbudowania jednej z najwątlejszych, ale także jednej z najśmieszniejszych analiz „Ptaków". A już z pewnością jednej z wciąż najbardziej aktualnych - wojny pomiędzy Wschodem a Zachodem !

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Hana i piwnica... (cz.III )

Kampania wrześniowa 1939, nazywana obecnie wojną obronną 1939, to jeden z najbardziej dramatycznych rozdziałów w historii polskiego oręża. Przez trzydzieści sześć dni Polacy - żołnierze i cywile stawiali opór niemieckiemu, a z czasem sowieckiemu najeźdźcy.

W nocy z 16 na 17 września 1939 r. o godz. 3:00 do ludowego komisariatu spraw zagranicznych ZSRR został wezwany ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie Wacław Grzybowski, gdzie wicekomisarz Władimir Potiomkin odczytał treść noty sowieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, z której m.in. wynikało, że wojna niemiecko-polska pokazała słabość państwa polskiego. W nocie znalazły się następujące informacje: 1) Polskie Siły Zbrojne w ciągu 10 dni operacji wojskowych nie zdołały obronić zagłębi przemysłowych i ośrodków kulturalnych; 2) Warszawa, przestała już funkcjonować jako stolica Polski, a tym samym Państwo Polskie przestało istnieć; 3) Związek Sowiecki został zmuszony wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi. Ambasador Grzybowski noty oczywiście nie przyjął, oceniając ją jako pozbawioną logiki i niezgodną z prawem międzynarodowym.O godz 4.00 o świcie - Sowieci rozpoczęli atak i zdradziecką napaść na Polskę...
We wrześniu 1939 - Polska również zaatakowana została przez Słowaków, a trochę później kiedy już Sowieci zajęli Polskę pozwolili na wejście Litwinów, którzy jesienią i zimą wyrzucali Polaków z domów w Wilnie i okolicach . Dziwi fakt, że Białoruś jest jedynym sąsiadem Polski który na Nasz Kraj nigdy nie napadał,lecz władze uważają go za wroga a napastnicy to najlepsi przyjaciele rządzących chociaż sami maja Polskę w dupie.
Stary Targ
Hana zaprowadziła mnie do autentycznej kawiarniano-rozrywkowej piwnicy znajdującej się w podziemiach czechosłowackiego Cieszyna.Przed wejściem do piwnicy ściany boczne zalepione były plakatami Breżniewa, przyjaźni czechosłowacko-rosyjskiej, reklamami 1-szo majowymi, Heleną Vondrackową i Karlem Gotem, no i Gotwaldem - bohaterem narodowym CSRR !
Powyższy plakat brylował nie tylko na wejściu do piwnicy, ale i w środku na wszystkich ścianach. To były czasy gdzie Stary Targ był czerwony.Ten plakat działał, jak płachta na byka. A napis na plakacie, bo znaliśmy przecież język rosyjski ze szkoły, był rozbrajający..."Proletariusze wszystkich krajów łączcie się"...Słowa użyte na plakacie były symbolem CCCP i w żaden sposób nie pasowały do nas.Ja byłem synem inżyniera po AGH, a Hana córką dyrektora liceum czechosłowackiego w Cieszynie.HANA to wypisz,wymaluj HELENA VONDRACKOVA
Z pomnika żołnierzy Armii Czerwonej na przedmieściach Brna zniknął sierp i młot. Usunął go osobiście wiceburmistrz dzielnicy Královo Pole. I rozpętał dyplomatyczną burzę. Wiceburmistrz René Pelán wspiął się nocą na brązowe krzesło i szlifierką usunął z pomnika sporej wielkości sierp i młot. 40-letni samorządowiec z rządzącej partii centroprawicowej ODS uznał, że piramida upamiętniająca 326 żołnierzy radzieckich poległych podczas wyzwalania Brna nie powinna być ozdobiona symbolem komunizmu. Ten pomnik to potwór ! Sierp i młot wiążą się z komunizmem, a ten z kolei z dyktaturą i rządami terroru - oznajmił i włączył szlifierkę, odcinając symboliczne elementy ruskiej władzy...ha,ha,ha,ha,ha
...HANA...
...
Hana w piwnicy tegoż lokalu posiadała zarezerwowany stolik i chociaż było tu bardzo tłoczno i czuć było w nozdrzach opary piwa zmieszanego z nikotyną zawieszonego w chmurze mgły wiszącej nad głowami osób przebywających w lokalu to przy barze spostrzegłem jedyny wolny stolik w piwnicy, pewnie dyrektorki, która była koleżanką Hany ze szkolnej ławy. To był w tamtych czasach świat dyrektorów, począwszy od klozetowej babci, poprzez przedszkole, szkołę, gimnazjum, technikum itd... Podeszliśmy do stolika wskazując lewą ręka na którym fotelu mam usiąść, a prawą pomachała na znak przyjaźni i poszła za kotary bufetu, pewnie do koleżanki.Zacząłem przyglądać się piwnicy i ludziom siedzącym w moim otoczeniu. Wszyscy pili piwo, kobiety też, co dla mnie było pewnym zaskoczeniem, ponieważ w Polsce kobieta pijąca piwo staje się w oczach swoich bliskich pijaczką, a tutaj kompanem, co widać było po twarzach poszczególnych babek i facetów przy stolikach. Wódki nie było, nawet pod stolikiem, co w Polsce jest nagminne i to było dla mnie zaskoczeniem tym większym, że Hana za moment pokazała się przy stoliku z butelką wódki w ręku. To była prawdziwa beherovka, która ukrywana jest w czechosłowackim Cieszynie przed Polakami. Może dlatego, że przenieśliby całą produkcję tego wykwintnego trunku przez most Przyjaźni na Olzie do Polski.To czas królowania na scenie muzycznej świata - Jimi Hendrixa -Z głośników zawieszonych na kolumnach piwnicy wydobywał się jęk jego gitary i chropowaty głos zużytych taśm magnetofonowych. Jak się później okazało jego muzyki oraz śpiewu Beatlesów u Ruskich nie wolno było słuchać.Hana w końcu usiadła swoją tylną częścią ciała na fotelu i kiwnęła abym rozlał beherovkę do dwóch przyniesionych pustych szklanic po piwie z etykietką Radegast. To taki słynny ich browar, ale Żywiec wg mnie jest lepszy, ale to chyba kwestia przyzwyczajenia i gustu. Czesi nie piją polskiego piwa, a my z braku laku pijemy i przenosimy przez most jako mrówki hektolitry tegoż piwa. Do stolika podbiegła kelnerka i wsypała do szklanic po dwie kostki lodu, zamieszaliśmy ręcznie szklanice i wypiliśmy po hauście brudzia. Jestem Hana - a ja Krzych, ale mów mi Jontek, bo taka jest moja ksywa. A ona do mnie - jaki Jontek ? No jaki ? No taki czeski Janosik - nie rozumiesz tego ? No, ale Janosik to był zbójnik. No był nawet w Polandii. A ja jestem taki śląski Janosik - rozumiesz ? Jontek z Górnego Ślonska. Acha - odrzekła, ale ja ci będę mówiła Krzych, bo tak ładniej. Ok - możesz na mnie mówić nawet zdrobniale - Krzysio. Ahoj Krzysio !- krzyknęła i z torebki wyciągnęła skręta długości 100S mówiąc: A teraz Krzysio zapalimy sobie fajkę pokoju ! To u was można palić trawkę publicznie, spytałem ? No wiesz faktycznie nie można, ale nikt na to nie zwraca uwagi.Ty wiesz, że u nas za posiadanie przy sobie marychy czy koki można dostać nawet dziesięć lat więziennej odsiadki,a u Ruskich masz pewny łagier. Wywożą cię na daleki wschód i z reguły do swoich już nie wracasz. Mówią, że za kręgiem polarnym żyją tylko zesłańcy i białe niedźwiedzie. A co to jest daleki wschód - pyta. No wszystko co za Uralem ! Opowiadają, że zdarzają się przypadki jedzenia ludzi przez białe niedźwiedzie i odwrotnie, głodni ludzie pożerają białe niedźwiedzie. Nie gadaj już tylko zapalaj i wcisnęła mi skręta do lewej ręki.Wsadziłem go do ust,zapaliłem i wykonałem pierwszy wdech papierosowego opium. Po chwili zobaczyłem w oczach gwiazdy i nagą postać siedzącej naprzeciwko mnie kobiety ubranej w skrzydła anioła. Obraz kobiety "anioła"(angel) był tak piękny, że śni mi się po nocach po dzień dzisiejszy, jako najcudowniejsza zjawa jaką kiedykolwiek na świecie widziałem. Po chwili powróciłem do piwnicznej rzeczywistości i przekazałem fajkę pokoju Hanie. Chwyciła skręta do lewej ręki i skierowała do ust wykonując ostry wdech marihuany do płuc. I nagle zbladła jak biała śmierć przechodząc po chwili w ceglany kolor, tak jak w Ryśkowej piosence. Nieco później powiedziała, że zobaczyła ogień nad którym unosiła się moja zjawa "diabła"(devil) z fioletowymi świecącymi i migającymi rogami, błyskającymi nad płomieniami piekielnej czeluści. Po kilku minutach doszła do siebie przekazując ponownie skręta w moje ręce. Przedtem jednak, rozlałem resztę beherovki do szklanek po piwie i prawie w objęciach wypiliśmy ten cudowny trunek jednym tchem. Zaciągnąłem mocno dymek ze skręta w płuca i zesztywniałem z wrażenia. Zobaczyłem piekło(hell), prawdziwy hades z tysiącami diabłów z czerwono świecącymi i migającymi rogami koloru czerwonego.W głębi na podwyższeniu i fioletowym tronie siedział diabeł z fioletowymi świecącymi rogami, pewnie lucyfer, król diabłów. Zacząłem się przyglądać tej postaci bliżej i zauważyłem, że lucyfer ma moje rysy twarzy. Tego to już było za wiele i uciekłem z tego piekła do rzeczywistości, przekazując skręta Hanie. Ta postanowiła skończyć palenie fajki pokoju i przygasiła w połowie wypalonego skręta na dnie popielniczki, a ocalałą połówkę wrzuciła do torebki.Spojrzałem na zegarek.Dochodziła 19.30, pora dziennika telewizyjnego w Polsce. Tatuńcio mnie chyba zajebie. Hana muszę już iść na most,do Polski.To przyjedź z kwiatkami na następny weekend. Jak tatuńcio będzie miał wolną sobotę, to na pewno przyjadę. Wymieniliśmy uściski, Hana pocałowała mnie w policzki, a ja oblałem się rumieńcem, czerwonym jak cegła, tak jak w Ryśkowej piosence. Wydrapałem się z trudem po schodach piwnicy Starego Targu, zaczerpnąłem ostrym wdechem świeżego powietrza, wsadzając przy okazji do gęby dwie mentolowe gumy do żucia i powlokłem się z wielkim trudem w kierunku mostu granicznego na Olzie. Tym razem przed mostem była już ze względu na późną porę dość mała kolejka "mrówek", składająca się z kilku osób, ale z towarem na plecach i dużej ilości towaru w ręku lub pod pachami obu rąk, pewnie z mięsem i cukrem. Gościu stojący przede mną w kolejce, wyraźnie śmierdział wędzonką.Tuż przed wejściem na hol strażnicy wylałem na siebie pół butelki wody kolońskiej i nagle w pomieszczeniu zapachniało lasem i leśną zwierzyną , co było wynikiem przemieszania zapachu sąsiada wędzonki z ostrą wonią spirytusu na którym to wykonano preparat mojej zapachowej wody. Po wyjęciu paszportu z kieszeni i pokazaniu celnikowi, spod lewej pachy wypadło mu pięć rolek papieru toaletowego. Papier natychmiast został przez celnika skonfiskowany. Pod pachami lewej ręki miał pudełko, które kazał mu wyłożyć i rozpakować na służbowym biurku. Gościu drżącymi rękami wyciągnął lokówkę elektryczną, którą pewnie kupił żonie, albo na handel. To był przemytniczy hit mrówek tego sezonu z góry skazany na skonfiskowanie. Celnik pooglądał gościa paszport i puścił go, ale bez toaletowego papieru i lokówki. Gospodarka czechosłowacka była znów bogatsza o ten skonfiskowany za darmo towar mrówki petenta, który przemierzał przejście graniczne przede mną. Teraz przyszła kolej na mnie. Niepewnym krokiem podszedłem do biurka wręczając paszport celnikowi. Ten wziął paszport do rąk i kazał mi rozpakować mój plecak. Wyciągnąłem z plecaka 3 paczki cukru, to było wszystko, co teraz przenosiłem, a on do mnie - To chyba na dziś koniec. Kiwnąłem głową na znak pojednania, dostałem paszport do ręki, podziękowałem z wdzięczności, że nie zabrał mi mojego przemycanego towaru i wykrztusiłem z zachrypniętego gardła słowo - dobrej nocki - ahoj odpowiedział i z cukrem i bólem głowy po beherovce i skręcie, powlokłem swoje zwłoki na most przyjaźni Polsko - Czechosłowackiej na Olzie w Cieszynie.Z pieśnią na ustach " czerwony jak cegła " przywlokłem się do strażnicy polskiej i miałem dużo szczęścia, na posterunku królowała moja znajoma celniczka od białego kwiatka " Cycata". Nie miałem więc żadnego problemu, a po przybiciu pieczątki w paszport spytała mnie tylko czy jak przyjadę następnym razem, to nie przywiózłbym jej różowego kwiatka. nie ma sprawy odpowiedziałem. Przywiozę, nawet dwa... Wychodząc z polskiej strażnicy już w oknie drzwi wyjściowych w oddali zobaczyłem pod zamkowym wzgórzem polskiego Cieszyna tatuńcia i obie siostrzyczki. Idąc w stronę wzgórza z daleka majaczyła mi się coraz czerwieńsza twarz tatusia. Pomyślałem sobie, że zaczerwienił się jak w piosence Rysia, ale ta czerwień była trochę inna. To była czerwień złości, a nie miłości i przeszła mi błyskotliwie w głowie myśl, że muszę poszukać natychmiast odpowiedź, na to za długie przebywanie za granicą. Gdy byłem zaledwie kilka metrów od nich z rozwścieczonej twarzyczki tatuńcia wyskoczył kwik, jak z zabijanej świni słyszalny na pół polskiego Cieszyna - Coś ty kurwa tak długo tam robił ??? Nie żadna kurwa, odpowiedziałem - tylko za część pieniędzy jakie zarobiłem wzięła mnie na piwo do czeskiego pubu i załatwiłem przez to legalną sprzedaż kwiatuszków przemycanych przez most Przyjaźni na Olzie w Cieszynie, na teren Czechosłowacji, albo CSSR, jak kto woli. Tatuńcio po chwili doszedł do siebie i twarz jego powróciła do powszechnej bladości, poklepał mnie po ramieniu, a ja w dowód wdzięczności oprócz przemyconego cukru, wyciągnąłem z trampka 50 czeskich koron i na oczach całej rodzinki, za wyjątkiem mamy,która w domu piekła placki na święta, wręczyłem mu osobiście pod murami wzgórza zamkowego w polskim Cieszynie. Poszliśmy więc wszyscy na pobliski parking do plastikowego rodzinnego Trabanta,popularnie zwanego trampkiem,produkcji DDR, którego przydzielili tatuńciowi przed rokiem na Barbórkę w kopalni Wujek. Jazda była wygodna, bo bez kwiatków i po przejeździe Bielska ( czyli Bielsko - Biała ) wjechaliśmy do Kobióra. Nie wiem, czy wiecie, że przed wojną obecne Bielsko - Biała, to były dwa miasta: Bielsko to Niemcy, a Biała to Polska,ale pod zaborem austriackim, które dzieliła na dwie części rzeka Białka. Podjechaliśmy pod leśniczówkę w Kobiórze, aby zabrać po drodze choinkę na święta
Ahoj! - Polacy z czeskiego i polskiego Cieszyna ...cdn...
TRABANT.DDR
Obecnie, po 35 latach ciężkiej harówy stoi wyrejestrowany na pobliskim parkingu. Opuszczony i oblewany przez tyskie dzieciaki z pobliskich bloków. Czasami jakiś miejski pijak, albo bezdomny wypożycza go na nocny wypoczynek.Ten trampek przeżył swoje i był nawet w Afryce i to w Oranie...cdn... Pinterest